Kolejny artykuł o naszej drugiej szkockiej podróży, tym razem w środku lata. Zwiedzanie zaczniemy od Edynburga, przez środek Szkocji, aż do północnego wybrzeża, po słynnej trasie North Coast 500. Na początek będą urocze starówki, bajkowe zamki czy wygasły wulkan. Podążymy do miejsc śladem niezwykłego serialu “Outlander”. Następnie wyzwaniem będzie górska wyprawa z reniferami czy poszukiwanie potwora z Loch Ness. Wylądujemy na Lands End, gdzie usłyszeć można najprawdziwszy ptasi koncert. Dotrzemy w końcu też na najpiękniejsze piaszczyste i kamieniste plaże pełne meduz, krabów i innych potworów morskich. Zaliczymy zimną oceaniczną kąpiel oraz szalone zjazdy po piaszczystych wydmach. Na sam koniec poczujemy klimat portowego miasteczka pełnego wściekłych “midges”.
Przez cały ten czas towarzyszyć nam będą przeróżne niezapomniane szkockie krajobrazy - rozległe tereny, wzgórza osnute mgłą, lipcowe wrzosowiska czy majestatyczne klify wpadające wprost do oceanu. To wszystko na przemian w barwach słońca i deszczu.
W tym artykule znajdziecie - nasz plan podróży, rekomendacje, porady i setki magicznych kadrów, dzięki którym, mam nadzieję, sami wyruszycie w podróż do tego zakątka Europy :)
Zapraszam do relacji z podróży na najpiękniejszy i najbardziej tajemniczy koniec świata z pięciolatkiem na pokładzie! :)
Poniższy wpis nie jest przewodnikiem, a raczej inspiracją czy też propozycją podróży - jak można zwiedzić tę część Szkocji, co polecamy mniej lub bardziej :)
Plan - day by day
Jako że ta podróż była dwukrotnie dłuższa od poprzedniej, to też zwiedzanie zaplanowałam intensywniej. W ciągu 9 dni przejechaliśmy autem 1082 mile, czyli 1731 km. Od południa, przez środek, aż na północ Szkocji, przejeżdżając prawie całą trasę North Coast 500 (NC500). Trasa NC500 przebiega wzdłuż wybrzeża, gdzie spotykają się Morze Północne i Ocean Atlantycki. Oficjalnie trasa rozpoczyna się i kończy w Inverness. Codziennie nocleg zaplanowany w innym miejscu z racji tak dużego dystansu podróży. Poniżej mapa naszej podróży:
Dzień 1 (od ok. g. 18) - Edynburg:
lotnisko w Edynburgu, odbiór auta
zameldowanie w hotelu
Edynburg - część 1:
- kolacja w kultowej tawernie Deacon Brodies Tavern. Gdy przyszliśmy, niestety nie było wolnych stolików w restauracji na 1-wszym piętrze, dostaliśmy jednak pager i poczekaliśmy około 40 minut w pubie na dole zamawiając przekąski i piwo. Tawerna faktycznie ma swój ciekawy klimat, położona jest w centrum starego miasta, a w ten czwartek od 21 do 23 był tam mini koncert gitarowy w stylu country. Chwilę posłuchaliśmy, po czym udaliśmy się na szybkie wieczorne zwiedzanie (ok. 21.30 tutaj wciąż było jasno, w lipcu zmierzch nadchodzi tutaj dopiero lekko po 22):
- Calton Hill - przejście przez główną ulicę Edynburga Royal Mile (Królewska Mila), most North Bridge i do 15 minut pieszo z pubu jesteśmy na wzgórzu. Zdążyliśmy przed zachodem słońca, pomimo około 2 godzin straty (opóźniony lot i czekanie na stolik). Jednak było warto, bo widoki z Calton Hill na portową część Edynburga i zatokę Firth of Forth są wprost jak z bajki. Mi z jakiegoś powodu ten krajobraz portowy przypominał właśnie bajkę z dzieciństwa “Pocahontas”, w której to angielscy koloniści przybyli do Ameryki w poszukiwaniu złota. Ale widok portu w Edynburgu szalenie podobny. W dodatku Jamestown w Ameryce Północnej to pierwsza trwała osada angielskich kolonistów i jest również dzielnica koło Edynburga o tej samej nazwie. To taka mała dygresja :)
Calton Hill to tak zwany Akropol Północy - stoją na nim różne pomniki np. National Monument of Scotland - pomnik upamiętniający Szkotów poległych w wojnach napoleońskich, zbudowany w XIX wieku, do dziś nieukończony, ale wzorowany właśnie na greckim Partenonie. Na wzgórzu stoi też obserwatorium miejskie i Nelson Monument - wieża ze 143 schodami (bilet wstępu konieczny).
Na szczycie wzgórza corocznie odbywa się pokaz sztucznych ogni na zakończenie roku. Jest to uwieńczenie kilkudniowych uroczystych obchodów szkockiego święta Hogmanay, czyli Sylwestra. Szkockie obchody Nowego Roku to parady z pochodniami, muzyka, tańce, koncerty i najbardziej spektakularne w roku fajerwerki. W ramach święta odbywają się też inne zabawy jak kąpiele w zimnej zatoce Forth w kolorowych zabawnych kostiumach. Szkoci lubią świętować i to niezależnie od pogody czy temperatury :)
Dookoła Calton Hill biegnie Royal Terrace - ulica, przy której znajdują się wille dawniej bogatych kupców, z których mogli oni obserwować wypływające statki. Przy wzgórzu znajduje się również Old Royal High School - pierwsza szkoła średnia w Wielkiej Brytanii funkcjonująca do 1968 roku, również inspirowana greckimi budowlami.
- powrót do hotelu, po drodze w Deacon Brodies Tavern trwał wciąż mini koncert country, mogliśmy chwilę posłuchać z zewnątrz, bo dzieci po 21 nie mogą już wchodzić do szkockich pubów (taka ciekawostka). Wracając przeszliśmy też słynną Victoria Street - krótka ulica jest w kształcie łuku, która pnie się górę i spada lekko w dół, zobaczyć można na niej kolorowe specyficzne kamieniczki, a wśród nich The Elephant House, w którym to J.K. Rowling rozpoczynała pisanie Harry'ego Pottera. Kawiarnia obecnie zamknięta po pożarze w 2021 roku.
Ciekawostki: Edynburg dzieli się na stare i nowe miasto, są one oddzielone dworcem kolejowym. Nowe miasto to głównie sklepy, galerie, gdzie można zrobić zakupy oraz restauracje. My w dużej mierze przejeżdżaliśmy uliczkami nowego miasta autobusem, co też jest dobrym pomysłem. Generalnie nowe miasto zaczyna się od handlowej ulicy Princess Street. Dwa budynki nowego miasta, na które warto zwrócić uwagę to: luksusowy hotel The Balmoral oraz Scott Monument - strzelista czarna wieża ku czci Waltera Scotta - szkockiego pisarza.
Spacerując po starym czy nowym mieście lub przemieszczając się autobusem - mamy ciągle wrażenie, że majestatyczny zamek "obserwuje" nas z każdej strony. To za sprawą swojego położenia na wzniesieniu, dzięki któremu góruje on niejako nad miastem niczym widmo.
!Uwaga! Poruszanie się po Edynburgu polecamy zdecydowanie komunikacją miejską i pieszo. Choć w autobusach w połowie lipca (gdy na zewnątrz słonecznie i lekko powyżej 20 stopni) jest dosyć gorąco, to da się wytrzymać (dużo wody pod ręką). Zwiedzanie pieszo jest przyjemne, bo atrakcje są w miarę blisko siebie położone. Jednak chcąc zobaczyć i zwiedzić większość ważnych miejsc, zabytków w lekko ponad 1 dzień - będzie ciężko. Alternatywą dla zmęczonych nóg jest właśnie autobus - szybki odpoczynek i szybkie zwiedzanie :)
Z kolei nie mając, gdzie zostawić auta, można zostawić auto gdzieś w mieście na strzeżonych parkingach, ale trzeba się liczyć z wysokim kosztem parkowania (nawet 8 funtów/godzinę). My tak zrobiliśmy kolejnego dnia, bo nie mieliśmy gdzie zostawić auta po wymeldowaniu z hotelu. Zaparkowaliśmy więc na strzeżonym podziemnym parkingu blisko Zamku.
Lotnisko w Edynburgu - wskazuje na ciekawy, górzysty krajobraz miasta
Starodawna brama otwiera widok na szeregowe angielskie domki
Zwiedzanie miasta piętrowym autobusem
Koncert muzyki country w Deacon Brodies Tavern
Katedra Świętego Idziego
Widok ze wzgórza Calton Hill na port w zatoce Firth of Forth
Widok z Calton Hill na Arthur's Seat
National Monument of Scotland i Nelson Monument
Calton Hill po zachodzie słońca
Victoria Street
Dzień 2 - Edynburg i okolice:
Midhope Castle, czyli zamek Lallybroch z serialu Outlander (rodzinny dom Jamiego Frasera). To absolutnie ważne miejsce dla fanów Outlandera. W 2013 roku zamek został wybrany jako lokacja filmowa serialu. To do tego zamku Jamie ciągle wracał, wyjeżdżał i znowu wracał. Zobaczyć miejsce, w którym rozegrało się tyle scen na przestrzeni wszystkich sezonów było i naszym marzeniem. Ta XV-wieczna posiadłość obecnie jest opuszczona, a zwiedzać ją można tylko na zewnątrz. Tak więc może ku zaskoczeniu fanów, sceny wewnątrz zamku rozgrywały się gdzie indziej. W drodze do zamku jest jeszcze las, w którym również odbyło się kilka scen filmowych. Info: warto zakupić wcześniej bilety.
Notrhqueensferry - miejsce, z którego można podziwiać trzy mosty w zatoce Firth of Forth, które stanowią niezwykłą architektoniczną atrakcję regionu. Najstarszy czerwony most kolejowy Forth Bridge powstał pod koniec XIX wieku, kolejny most drogowy Forth Road Bridge zbudowano w XX wieku, a trzeci most drogowy z autostradą Queensferry Crossing powstał w XXI wieku. Wszystkie mosty bardzo ułatwiły komunikację z Edynburga na północ i wschód Szkocji. W tym miejscu znajduje się też początek The Fife Pilgrim Way - szlaku pielgrzymkowego Świętego Andrzeja do miasta St Andrews (55,5 mil=89,5km). Miasto to ma taki status jak Santiago de Compostela ze względu na znajdujące się w nim kości Świętego Andrzeja - ucznia Jezusa.
Edynburg - część 2:
- Zamek (konieczny zakup biletów wcześniej!). Warto być o 13 na dziedzińcu zamku, by zobaczyć wystrzał z armaty (atrakcja dla dzieci!). Poza tym spacer po zamku wewnątrz i na zewnątrz, zwiedzanie lochów, piękna panorama z zamku na cały Edynburg przy słonecznej pogodzie. Można tu spokojnie spędzić kilka godzin czy nawet pół dnia.
- obiad w starym mieście (ciężko w porze obiadowej znaleźć miejsce w rekomendowanych restauracjach, najlepiej rezerwować wcześniej w sezonie turystycznym).
- Arthur’s Seat - wzgórze o wysokości 251 m n.p.m. To wygasły dawno wulkan i jest częścią Holyrood Park. Na wzgórzu znajdują się nawet niewielkie jeziora. Nam nie udało się zdobyć szczytu, ze względu na silny wiatr i zmęczone już całodziennym zwiedzaniem nogi. Za to spacer wokół wzgórza oferuje już całkiem niezłe widoki na Edynburg z różnych stron. W dodatku teren Arthur's Seat to miejsce, w którym można odpocząć w ciszy i na łonie natury wcale nie tak daleko od centrum miasta. Teren Holyrood Park i wejście na szczyt Arthur's Seat to temat na całodniową wycieczkę przy kolejnej wizycie.
- Dean Village - niegdyś osada tuż przy Edynburgu, dziś spokojna dzielnica mieszkaniowa w dolinie rzeki Water of Leith. To idealne miejsce na relaksacyjny spacer przy szumie rzeki, cieniu drzew z dala od zgiełku centrum miasta. A miejscówka na kamiennym moście z widokiem na kamienne budynki i rzekę to chyba mocno zainstagramowany punt fotograficzny :)
- St. Giles Cathedral (Katedra Świętego Idziego) - kościół niegdyś katolicki, obecnie wiary protestanckiej
- Mercat Cross (krzyż targowy) - to pomnik z figurką jednorożca i flagą Szkocji (zwaną Saltire - biały krzyż w kształcie litery "X" symbolizuje ukrzyżowanie Świętego Andrzeja - patrona Szkocji, a kolor niebieski oznacza niebo, flaga Szkocji jest więc symbolem męczeństwa Świętego Andrzeja). Jednorożec jest zwierzęciem narodowym i pojawia się na herbie Szkocji, symbolizuje niewinność, czystość, męskość i siłę. Pomnik stoi tuż za katedrą Świętego Idziego oraz obok pomnika Adama Smitha - szkockiego ekonomisty.
- kolacja w Whiski Restaurant Bar
- wieczorny wyjazd do hotelu w miasteczku Freuchie (50minut na północ z Edynburga)
Podsumowując, Edynburg to wspaniałe miasto, jedno z najpiękniejszych jakie w życiu widziałam. Lipiec i sierpień to czas wakacyjny i trzeba liczyć się z tym, że będzie tłoczno i głośno. W dodatku szczególnie sierpień to czas festiwalowy w Edynburgu. Odbywają się wtedy festiwale muzyczne, teatralne, festiwale sztuki, tańca, filmu itp. Edinburgh International Festival trwa aż trzy tygodnie i jest to jeden z najstarszych i najbardziej renomowanych festiwali w Wielkiej Brytanii. Więc dla tych, którzy chcą artystycznych doświadczeń w szkockiej stolicy to na pewno dobry czas. Niemniej jednak ja planuję wizytę w okresie jesienno-zimowym, czyli mniej turystycznym, gdy będzie nieco ciszej i bardziej pusto, ale też zdecydowanie chłodniej :)
Szkoci kochają swój kraj. W starym mieście zewsząd słychać kobzy i dudy - instrumenty, na których panowie grają szkocką muzykę. Na każdym kroku można zobaczyć sklepy z regionalną szkocką odzieżą - garnitury w szkocką kratę, kilty, czapki, kaszkiety, kapelusze albo torebki, plecaki ze szkockim tweedem firmy Harris Tweed, obok których trudno przejść obojętnie. Szkoci bardzo podkreślają swój regionalizm i za to im chwała!
Co więcej można zwiedzić w Edynburgu?
Oj, Edynburg jest dużym i tak pięknym miastem, że można tu spokojnie powracać i będzie, co robić. Na przyszłość planujemy zwiedzanie tego miasta poza sezonem, gdyż w okresie wakacyjnym może i jest tu ciepło, ale jest też dosyć głośno i tłoczno, milion turystów z całego świata. Nie ma się co dziwić w sumie. Niektóre atrakcje takie jak muzea to nawet lepiej zostawić na porę jesienno-zimową lub wiosenną, gdy pogoda jeszcze jest dosyć kapryśna. Poniżej miejsca, które warto odwiedzić, a których my tym razem nie mieliśmy w planie:
Gladstone’s Land - muzeum z odtworzonymi mieszkaniami bogatych mieszkańców Edynburga z XVII i XVIII wieku
The Real Mary King’s Close - domy biednych mieszkańców Edynburga z XVII wieku ukryte w podziemiach miasta. Wizyta odbywa się tylko z przewodnikami-narratorami, którzy opowiadają niezwykłe opowieści.
Palace of Holyroodhouse (Pałac Holyrood) i cały teren Holyrood Park
Parlament Szkocki
National Museum of Scotland
Scottish National Gallery
HMY Brittania - jacht Królowej Elżbiety II
Portobello Beach
Co więcej można zwiedzić będąc w okolicy Edynburga?
Culross
opactwo w Dunfermline (darmowe bilety do zakupu na stronie)
Blackness Castle (kupić bilety wcześniej)
na wschód: miasteczko St Andrews
Isle of May - w sezonie czerwiec/lipiec/sierpień rejs na wyspę by zobaczyć i poprzebywać z maskonurami - chyba najśmieszniejszymi ptakami świata. Rejsy z miejscowości Anstruther najbardziej polecane, ale konieczna rezerwacja przynajmniej miesiąc wcześniej.
Midhope Castle
Mosty w zatoce Firth of Forth
Forth Bridge
Zamek w Edynburgu
Wystrzał z armaty na zamku w Edynburgu
Panorama widokowa z zamku
Szkocka muzyka na żywo na ulicach starówki Edynburga
Droga do Arthur's Seat
Wierzbówki :)
Dean Village
Jeden z wielu sklepów z typowo szkocką odzieżą
Wystawa Whisky z przeróżnych szkockich destylarni w Whisky Restaurant
Katedra Świętego Idziego
Dzień 3:
Falkland - oddalone od Edynburga o godzinę drogi autem - królewskie miasteczko u podnóża gór Lomond Hills. Niegdyś słynne miejsce rezydencji władców z dynastii Stuart. Dla fanów Outlandera - to w tym miasteczku rozegrało się mnóstwo scen serialu niemalże każdego sezonu - słynna fontanna Bruce'a w środku miasteczka, Covenanter Hotel, w którym Claire i Frank spędzili miesiąc miodowy. Wyjeżdżając z miasteczka warto udać się na spacer po wiejskich terenach Lomond Hills Regional Park, to około 10 minut z Falkland. My pojechaliśmy, ale deszcz był tak ulewny, że nie było widać nic i zawróciliśmy.
The Hermitage - 50 minut z Falkland znajduje się uroczy leśny teren spacerowy wzdłuż rzeki, wraz z wodospadem. Drzewa liściaste oraz iglaste na przemian, w tym olbrzymie jodły Douglas sprowadzone specjalnie z Ameryki Północnej. My spacerowaliśmy podczas w deszczu w pelerynach, ale było ciepło, więc spacer udany.
Pitlochry - jedno z ładniejszych małych miasteczek, jakie widziałam. Cudowny klimat, zadbane kamienice, którym kolorów dodają cudowne kwiaty. W sezonie jest tu dużo turystów, głównie emerytów, którzy niejako dodają klasy temu miejscu. Mnóstwo dobrych klimatycznych restauracji. Droższe ceny noclegów. Dobre miejsce na przystanek w środkowej Szkocji. Szkocka perełka u podnóża szkockich Highlands. Jestem pod wrażeniem! Tutaj zjedliśmy obiad, a następnie zameldowaliśmy się w hotelu.
Craigh Na Dun - niewielkie wzgórze w pobliżu rzeki Tummel, na którym Claire z serialu Outlander przenosiła się w czasie. Niestety ku rozczarowaniu - kamiennego kręgu nie ma na wzgórzu. Został on stworzony na potrzeby filmu ze styropianu. Wzorem był prawdziwy krąg, który znajduje się na wyspie Lewis (Callanish Stones). Dla osób znających serial i historię związaną z tym właśnie wzgórzem - przyjazd tutaj będzie na pewno wielkim przeżyciem. Droga z Pitlochry trwa ok 50 minut i nie jest może przyjemna, bo kręta i lekko w górę i w dół, ale widoki rekompensują ten dyskomfort - osnute mgłą góry przepięknie pokryte wrzosami oraz lekki deszcz dodają tajemnicy i magii temu miejscu. Zaś owieczki na drodze nikogo już tu nie dziwią :)
Queen's View - urocza panorama na jezioro Loch Tummel. Niestety tutaj nam się pogoda popsuła już totalnie, było deszczowo i mgliście, więc Glencoe Mountains w oddali nie były widoczne. Queen's View swoją nazwę zawdzięcza wizycie w tym miejscu Królowej Wiktorii w 1866 roku, ale prawdopodobnie nazwane po Królowej Izabeli (żonie Roberta Bruce'a).
Pitlochry - powrót do hotelu - kolacja i gra w szachy.
Co więcej można zwiedzić w okolicy?
Lomond Hills Regional Park (parking East Lomond Mast Car Park) - rozległy teren spacerowy
Drummond Castle Gardens - francusko-włoskie ogrody i miejsce akcji drugiego sezonu Outlandera
Falkland
Fontanna Bruce'a
Droga do The Hermitage
Ossian's Hall. Miejsce, gdzie można zawrzeć związek małżeński
Pitlochry
Droga do Craigh Na Dun
Wzgórza pełne wrzosów
Craigh Na Dun - Outlander location - słynne wzgórze przenoszenia się w czasie z serialu Outlander
Szkockie krowy
Wrzosy
Queen's View
Dzień 4:
Cairngorm Herd Hill Trip w miejscowości Aviemore w szkockich Highlandach (konieczna rezerwacja wcześniej!) - górska wycieczka z przewodnikami i reniferami, karmienie, opowieści oraz wspaniałe widoki. Wycieczka trwa ok. 1.5-2 godzin i hill trips są organizowane przez cały rok. Z tym, że w zimie temperatura może być do minus 25 stopni Celsjusza, a w lecie do + 25 stopni. W miesiącach luty-kwiecień organizatorzy zastrzegają, by na wyprawę nie zabierać dzieci poniżej 4 roku życia. Rekomendowany czas na wycieczkę dla dzieci do 11 roku życia to między majem a grudniem. Sama wycieczka w lecie nie jest w ogóle trudna ani wymagająca, natomiast w śniegu po kolana może być różnie. Niezależnie od pory roku trzeba mieć buty trekkingowe i kurtkę przeciwdeszczową. Warto również mieć przeciwdeszczowe trekkingowe spodnie. Wrażenia niezapomniane, bliski kontakt z reniferami i naturą, ciekawe opowieści i krajobrazy nie z tej ziemi!
Ważna wskazówka: zaparkujcie pod Cairngorm Reindeer Centre bez opłaty parkingowej, ponieważ idziecie tylko odebrać wcześniej zarezerwowany bilet na wycieczkę, po czym pojedziecie według wskazówek na mapce do punktu startowego wycieczki, to około 1.6 mili, czyli 4 minuty autem na parking, gdzie zostawiacie auto na czas wędrówki.Inverness - stolica regionu Highlands oraz początek słynnej trasy North Coast 500, którą i my tu właśnie rozpoczynamy. Miasto położone nad rzeką Ness, wzdłuż której można obustronnie pospacerować alejkami. Niestety podczas naszej wizyty nie widziałam ani jednego promyka słońca w Inverness, a byliśmy tam w sumie dwa razy (drugi raz w drodze powrotnej), zamiast tego nad miastem ciążyły niczym widmo wielkie chmury, malując szary i smutny krajobraz. Także na mnie Inverness wywołało dosyć przygnębiające wrażenie. Z ciekawostek - mieszka tutaj dosyć duża populacja Polaków, można nawet zobaczyć polskie sklepy. A 10 lat temu ogłoszono Inverness najszczęśliwszym miejscem w Szkocji i 6 w Wielkiej Brytanii, co dziwne, patrząc na utrzymującą się tutaj, jak straszną klątwę, pogodę. Tutaj w centrum zjedliśmy obiad i przeszliśmy uliczkami nowego miasta, po czym zameldowaliśmy się w naszym pensjonacie.
Chanonry Point - kamienista plaża w zatoce Moray z latarnią morską, gdzie można podziwiać dużą populację delfinów butlonosów. Niestety trafiliśmy na deszczową pogodę i mgliste zachmurzone niebo. Być może dlatego nie widzieliśmy żadnych delfinów tego wieczora.
Inverness - zwiedzanie starówki, spacer wzdłuż rzeki Ness i kolacja.
Co więcej można zobaczyć w okolicy?
Culloden Battlefield - w 1746 roku Jakobici przegrali bitwę z Anglikami. Miało to duży wpływ na szkocką kulturę - zakaz systemu klanowego, noszenia kiltów, broni, jak również używania języka gaelickiego.
Cairngorm Herd Hill Trip
Czekające renifery
Czas karmienia
Moyness House :)
Chanonry Point
Inverness
Dzień 5:
Loch Ness - wyruszyliśmy w godzinny rejs po jeziorze Loch Ness z miejscowości Drumnadrochit (z Inverness to tylko 20 minut autem). Firm oferujących rejsy jest kilka (na północy jeziora i na południu w Fort Augustus). Trochę zastanawiałam się, którego przewoźnika wybrać. Informacyjnie: w Fort Augustus do wyboru jest prom wycieczkowy lub "speed boat". W pierwszej opcji - duży statek, dużo ludzi, głośno - to nie dla nas, druga opcja szybkiej motorówki wydaje się ciekawa, zwłaszcza dla poszukujących adrenaliny, jednak my z małym dzieckiem odpuściliśmy tym razem. Zdecydowaliśmy się więc na małą rodzinną firmę na zachodzie jeziora i możemy tę firmę polecić wszystkim w 100 procentach (https://www.lochness-cruises.com/). Wycieczkę prowadzi wyjątkowo pozytywny, niezwykle sympatyczny przewodnik Mike. Niewielka łódka, można wejść na jej dach lub zostać na dole. My byliśmy na dole i dzięki temu rozmawialiśmy z Mike'm, Wiktor mógł zobaczyć sonar i inne przyrządy z bliska. Bardzo ciekawe wydarzenie, nie mówiąc oczywiście o krajobrazach jeziora Loch Ness z ruinami zamku Urquhart Castle na czele. Tego dnia było pochmurno, ale bezdeszczowo i ciepło. Potwora Nessie nie znaleźliśmy, ale byliśmy na to przygotowani, oglądając dokumenty na Discovery na ten temat wcześniej. Aczkolwiek nigdy nie wiadomo, co wydarzy się podczas rejsu, także warto wyruszyć, by się przekonać. Samo jezioro Loch Ness jest najdłuższym jeziorem w Szkocji, ma 42 kilometry. W najgłębszym miejscu ma aż 240 metrów. Jednak ze względu na dużą zawartość torfu w ziemi przy jeziorze, ma bardzo małą przejrzystość, więc w jeziorze panują bezkresne ciemności.
Fort Augustus - 30 minut autem z Drumnadrochit, czyli zachodniej części jeziora Loch Ness i jesteśmy na południu jeziora w Fort Augustus. Jest tu ciekawy teren spacerowy, a główną atrakcję stanowi śluza na Kanale Kaledońskim. Ten właśnie Kanał łączy szkockie wschodnie wybrzeże w Inverness z wybrzeżem zachodnim niedaleko Fort William, czyli Morze Północne z Oceanem Atlantyckim. Caledonian Canal skonstruowany na początku XIX wieku ma długość około 100 kilometrów i jest to naprawdę ciekawy wynalazek. Na jego trasie leży kilka jezior, śluzy, akwedukty i mosty. Dobrze jest zobaczyć choć jego fragment z bliska. Samo miasteczko Fort Augustus jest bardzo klimatyczne, nam przypadło do gustu. Znajdziecie tu kilka ciekawych restauracji i oczywiście sklepów ze szkockimi szalikami, czapkami itp. My zakupiliśmy właśnie kilka szkockich pamiątek, zjedliśmy obiad, po czym pojechaliśmy na północ, jeszcze powyżej Inverness, by zameldować się w hotelu i zostawić bagaże.
Dornoch Beach - pierwsza piaszczysta plaża podczas naszego pobytu, rozpoczynająca generalnie serię cudownych piaszczystych plaż zatoczkowych z trawiastymi wydmami. Szkoda tylko, że pogoda nam tutaj nie dopisała. Niemniej jednak, pomimo deszczu i chłodu, też można się świetnie bawić - zbieraliśmy skarby Morza Północnego - ogromne piękne muszle i małe muszelki, a także spotkaliśmy mini morskie potworki jak meduzy i rybę Igłę.
Hotel - kolacja. Dobrze, że mogliśmy zjeść kolację w hotelu, bo zarówno baza noclegowa jak i restauracyjna na NC500 jest dosyć ograniczona. Hotel, w którym zatrzymaliśmy się na tę noc lata świetności ma już za sobą, był dosyć stary. Niegdyś gościła tu nawet królowa Elżbieta i jej córka Anna. Na kolacji byliśmy właściwie sami. Klimat hotelu, przerażające schody, pustka, cisza i deszczowa pogoda na zewnątrz spowodowały w nas uczucie lekkiego strachu, jakbyśmy byli uczestnikami jakiegoś horroru. Trochę żartuję, ale faktycznie takie hotele i pnące się do góry schody zazwyczaj występują w dobrych horrorach i thrillerach. Także nazwaliśmy ów hotel hotelem nawiedzonym, co by ubarwić nieco naszą szkocką podróż.
Loch Ness
Nessie :)
Rejs po Loch Ness
Przewodnik Mike
Zamek Urquhart
Kanał Kaledoński w Fort Augustus
Dornoch Beach
Meduza - jedna z wielu
Ryba Igła
"Nawiedzony" hotel
Dzień 6:
Dunrobin Castle - lekko ponad godzinę z Inverness znajduje się XIV-wieczny zamek wprost z bajki, przepiękny, majestatyczny, oczywiście na trasie NC 500. Niegdyś rezydencja szkockich książąt, a dzisiaj jest domem 25-tego hrabii Sutherland i jego rodziny. Oczywiście ta część nie jest do zwiedzania. Sam środek zamku jest uroczy, piękne sale - jadalnia, sypialnie, salon, gabinet, biblioteczka, pokój zabaw i inne. Wszystko to przestronne, eleganckie, zadbane w szczegółach. W każdym pokoju stoi informator i bardzo chętnie dzieli się swoja wiedzą, opowiada różne ciekawostki. Na zewnątrz zaś mamy ogromny teren ogrodów francuskich, schodzących kaskadowo w kierunku Morza Północnego. Dwa razy w ciągu dnia są pokazy sokolnictwa. W lipcu byliśmy na pokazie o 11.30. Pokaz wraz z opowieściami trwa około godziny, i obfituje w dużo różnych ciekawostek i lotów ptaków z Californii. Wspaniała architektura zamku, natura i rozległa panorama na Morze sprawiają, że wizyta w Dunrobin Castle będzie niezapomniana.
Wick - szybki obiad na trasie w miasteczku portowym, nieco "wymarłym".
John o'Groats - najdalej na północ wysunięta osada Wielkiej Brytanii. To miejsce naszego szóstego noclegu. Przebywając tutaj, ma się wrażenie, że świat się kończy i dalej nie ma już nic. Zrobiliśmy szybkie zameldowanie i ruszyliśmy dalej, choć pogoda nam nie sprzyjała - było lekko deszczowo i trochę chłodniej. Choć podobno jeszcze kilka dni temu przez dwa tygodnie utrzymywała się tutaj słoneczna pogoda.
Duncansby Head - ok. 10 minut z John o'Groats znajduje się przylądek Duncansby Head, na którym znajdziecie latarnię morską oraz dwa stożkowate wierzchołki wyrastające z Morza - tak zwane Duncansby Stacks - formacje skalne, które wznoszą się nawet na wysokość 60 metrów. Jest to bardzo charakterystyczny punkt na mapie szkockiego północnego wybrzeża. Jednak to nie jedyna atrakcja tego miejsca, bo spacerując po tym terenie to tak naprawdę zwiedzanie prawdziwej krainy ptaków - tysiące latających istot, a są tak głośne, że ma się wrażenie jakby się wkroczyło w prawdziwy ptasi raj. Dla mnie niesamowite przeżycie!
Dunnet Head - najdalej na północ wysunięty punkt Szkocji i Wielkiej Brytanii, krajobraz klifowy. Stąd mamy panormaiczne widoki przez cieśninę Pentland Firth na archipelag Orkadów. To miejsce, gdzie można dostrzec maskonury (puffins), ale chyba jedynie z daleka. Ptaki siedziały na samym dole klifów, a więc dobra lornetka i sukces obserwacyjny zapewniony. A gdy maskonurów nie uda się z bliska zobaczyć, tak jak nam, to sam spacer wzdłuż klifowego brzegu, po torfowym, dosyć podmokłym terenie pełnym cudownych lipcowych wrzosów gwarantuje interesujące doświadczenie. Każdy krok po niepewnym gruncie i strome przepaści w dół z klifów potęgują uczucie grozy. Na osłodę dodam, że latarnia w otoczeniu pięknych wrzosowisk gwarantuje niezłe kadry fotograficzne.
Dunnet Beach - piękna piaszczysta plaża, z racji lekko deszczowej pogody bezludna, byliśmy sami. Wiktor w swoim nieprzemakalnym piankowym kombinezonie zdobywał fale i zbierał cudowne podłużne muszle.
Kolacja w hotelu - na takim "odludziu" naprawdę ciężko byłoby znaleźć dobrą czy jakąkolwiek restaurację, więc kolacja w hotelu przy wcześniejszej rezerwacji to duże udogodnienie.
Zamek Dunrobin
Francuskie ogrody
Pokaz sokolnictwa
Jadalnia w Zamku Dunrobin
Pokój gościnny
Biblioteka
Pokój zabaw dla dzieci
Sypialnia dla dzieci
Gabinet
Droga po północno-wschodniej części wybrzeża, w kierunku John o' Groats
Duncansby Head - spacer w kierunku Duncansby Stacks
Kraina ptaków
Duncansby Stacks
Dunnet Head
Magiczny kadr latarni na Dunnet Head
Maskonury na klifie w dużym przybliżeniu
Dunnet Beach
Zaskakujące przejaśnienie w John o'Groats
Skrzyżowanie dróg w John o'Groats - jedna z nich prowadzi do Land's End
Dzień 7:
John o'Groats Signpost - to jest prawdziwy Land's End - "koniec kraju, koniec świata", w oddali widać już jedynie Orkady i Szetlandy przy dobrej pogodzie. Przyjemny teren spacerowy wzdłuż Morza, kilka sklepów, w tym ostatni First&Last Gift Shop in Scotland funkcjonujący od 1957roku. John o'Groats to popularny początek lub koniec podróży z Lands End w Kornwalii (patrz artykuł: .... ) do Lands End w John o'Groats. Długość trasy to 874 mile, czyli 1407 kilometrów. Rekord przebycia trasy rowerem to 9 dni. Osobiście teren spacerowy na Lands End w Kornwalii zdecydowanie ciekawszy i bardziej rozległy, ale tutaj też warto przyjechać będąc w okolicy i mieć porównanie. Dla dzieci polecamy - ławeczkę z Misiem Paddingtonem z angielskiej wielotomowej powieści.
Trasa John o'Groats-Bettyhill - w tym miejscu rozpoczynamy drogę po północy północnego wybrzeża Szkocji, ciągle na trasie NC500. Przemierzamy wiejskie, dzikie tereny, trochę pusto i zwyczajnie. Mijamy nieczynny już ośrodek badań jądrowych koło Thurso. Dojeżdżamy do Bettyhill, gdzie wieczorem udamy się do naszego hotelu.
Trasa Bettyhill-Durness - około 1h20minut autem. Tutaj rozpoczyna się ta ciekawsza część trasy NC500. Krajobraz zmienia się na wprost bajkowy - małe wysepki, woda, przypływy i odpływy, wyższe i niższe góry, skały, pagórki, wrzosy. Mottem staje się powiedzenie: "Ważniejsza jest droga do celu, niż sam cel". Widoki nie z tej ziemi, fotograf nie nadąża robić zdjęć. Pogoda zmienia się co chwilę, istna gra świateł - w jednej minucie słońce oświetla wzgórza, a w drugiej chowa się przekształcając widok w nieco groźny, ale tajemniczy. Za każdym zakrętem coś się zmienia, człowiek nie jest w stanie chłonąć tych zmian. Takie metamorfozy w ciągu ponad jednej godziny to tylko w Szkocji! Atrakcją na trasie jest przejazd przez Tongue Causeway, czyli groblę łączącą wieś Tongue z lądem po drugiej stronie zatoki Kyle of Tongue. Można tam się zatrzymać na piknik, odpocząć, podziwiać widoki, które zwłaszcza przy dobrej pogodzie są oszołamiające. Na trasie widać coraz częściej przejeżdżające kampery albo auta załadowane po sufit, tak jakby NC500 było spełnieniem marzeń niejednego tutejszego podróżnika, niezależnie od wieku.. Sama droga z Bettyhill do Durness zajmuje ok 1h20min, ale nie można tędy jechać nie zatrzymując się co jakiś czas, by zobaczyć z bliska te arcydzieła natury, pokontemplować czy zrobić zdjęcia (tylko uwaga! zdjęcia temu samemu krajobrazowi można robić nieskończenie długo, bo słońce jeśli jest, to nieustannie bawi się z nami w chowanego, a więc to samo miejsce będzie mieć w ciągu 5 minut wiele różnych odsłon. Istny raj dla fotografów! Na szczęście my tą drogę pokonywać będziemy jeszcze dwa razy, z racji noclegu w Bettyhill. Choć kierowca aż tak szczęśliwy nie był - bo nie dość, że musiał się zatrzymywać na żądanie to jeszcze fragment drogi był Single Track Road, co oznacza, że mieści się tylko jedno auto. Ale jak to w Szkocji, jest dużo Passing Places, czyli poboczy gdzie auta mogą się minąć, lub można chwilę autem stanąć po prostu.
Durness Beach - plaża w miasteczku Durness. Tutaj mąż i syn kąpali się aż ponad godzinę pomimo chłodnej wody Oceanu Atlantyckiego. Wiktor był w kombinezonie z pianki, który podwyższa temperaturę o 5 stopni i jest nieprzemakalny przynajmniej przez godzinę. Pianka to idealny strój na kąpiel w zimnej wodzie. Łapanie fal i szkockie skały, zielone pagórki obok piaszczystych plaży to właśnie Durness. Polecamy!
Obok Durness Beach jest wspaniały rozległy teren spacerowy Sango Sands z niesamowitymi widokami zwłaszcza przy zachodzie słońca oraz jaskinia Smoo Cave, do której można zejść. Co do zaplecza gastronomicznego, to w Durness jest może kilka restauracji, ale przede wszystkim hitem dla turystów jest foodtruck Cheese n Toasted z tostami serowymi - są naprawdę dobre, z serem, wołowiną, kurczakiem itp. Można usiąść na ławce z widokiem na plaże, ocean i spokojnie zjeść.Balnakeil Beach - około 10 minut z plaży w Durness pojechaliśmy na kolejną piękną plażę. Nad plaża wzniesiony jest cmentarz i pozostałe ruiny kościoła. Pobyt na plaży tym razem bez kąpieli, w kurtkach, bo pogoda się lekko popsuła. Tutaj jednak pomysłem na świetne spędzanie czasu okazało się zjeżdżanie z wydm! Zabawa była tak niezła, że nawet ja zdecydowałam się w niej uczestniczyć. Wchodzenie na wysokie wydmy piaskowe bywało nawet lekko męczące, przez opór piasku, a widoki z samej góry na plażę, ocean i zamglone niebo z przebijającym się słońcem - bezcenne! A ponieważ oprócz nas nie było tam nikogo, to zakaz wspinania się po wydmach potraktowaliśmy mniej poważnie, raz się żyje! :)
Durness-Bettyhill - powrót do hotelu przepiękną trasą. Widoki od drugiej strony, dużo słońca po drodze i cudowne zdjęcia. W jednym z najlepszych hoteli na naszej trasie zjedliśmy kolację i graliśmy w billarda.
Land's End w John o'Groats
First&Last Shop
Droga w kierunku Bettyhill
Droga z Bettyhill do Durness przez Tongue Casueway
Loch Eriboll
Szkocja - kraj, gdzie pogoda zmienia się za zakrętem..
Niesamowita gra świateł czyni kadry magicznymi
Durness beach
Zdobywanie zimnych fal sposobem na doskonałą zabawę w Oceanie
Sango Sands
Balnakeil Beach
Widok na Ocean wprost z wydmy
Zjeżdżanie po wydmach lepsze niż zjeżdżalnia
Teren spacerowy do Smoo Cave
Trasa z Durness do Bettyhill
Widoki wprost z Raju
Koniec Świata
Kadr jak z "Hobbita"
Widok z okna hotelowego w Bettyhill i muzyka owiec :)
Dzień 8:
Oldshoremore Beach - dla mnie najpiękniejsza plaża zatoczkowa wybrzeża North Coast. Uciekanie przed meduzami, których było tu sporo, budowanie budowli z piasku, łapanie kraba i odkrywanie małych potworów oceanicznych. A na koniec niespodziewane spotkanie z osiołkiem i alpakami. Absolutnie wspaniała rozległa plaża. Szkoda, że nie było zbyt wiele słońca, ale postanawiam tu kiedyś wrócić.
Kylesku - przejazdem w trasie po północno-zachodnim wybrzeżu. Tutaj na północno-zachodniej części wybrzeża zaczyna się już taki klimat portowy, zobaczyć można rybackie kutry, jest lekko inaczej, choć nadal pięknie. Tego dnia spotkaliśmy się tu z plagą midges - to taki małe szkockie muszki, które dosłownie przylepiają się do człowieka i lekko gryzą, są nieznośne na dłuższą metę. Nie lubią wiatru i słońca. Więc jak tylko pogoda się zmienia, co w Szkocji dzieje się nieustannie, to i one magicznie znikają.
Achmelvich Beach - ostatnia nasza zatoczkowa plaża piaszczysta. Tą plażę nazwałabym "jellyfish beach", ponieważ tego dnia wejścia do morza strzegły meduzy, a dzieci krzyczały: "jellyfish, jellyfish..". Było ich tak dużo, że nie sposób było obok nich przejść, nie nadeptując. Co ciekawe, szkockie czy angielskie dzieci nie boją się tak jak my meduz - traktują je jak piłkę i rzucają się nimi. Meduzy mają konsystencję galarety, więc może faktycznie zabawa jest fajna, my nie próbowaliśmy tym razem. Alternatywą dla plażowania i zabaw w piasku jest mini trekking po pagórkach przy plaży, są ścieżki i są widoki - świetna sprawa.
Ardmair Beach - mała plaża kamienista. My wyskoczyliśmy tylko po drodze po kilka pamiątkowych kamieni.
Ullapool - portowe miasteczko na północnym zachodzie, miejsce odpływu statków promowych np. na wyspę Lewis, gdzie jest Callanish Stone Circle - kamienny krąg, służący jako inspiracja dla pisarki Diany Gabaldon ("Obca", na podstawie której serial Outlander). Midges nadal atakowały tego wieczora, więc spacer po porcie był raczej krótki. Po kolacji udaliśmy się więc do naszego mini hotelu nad samą wodą.
W Ullapol też kończy się nasza trasa North Coast 500. Omijamy dosłownie niezbyt dużą jej część, bo kolejnego dnia mamy już wylot z Edynburga. Ale tak sobie myślę, że mając dzień więcej i objeżdżając ten cypelek, i tak byśmy nie docenili w pełni tego zakątka, bo podczas naszej podróży zobaczyliśmy już tak dużo, że byliśmy już dosyć przesyceni. Z Ullapol do wyspy Skye już niedaleko, bo niecałe 2h. A na wyspie Skye byliśmy 2 lata temu.
Co więcej można zobaczyć na trasie NC500?
Loch Assynt+zamek Ardvreck Castle
Poolewe
Applecross
Plockton
Co więcej można zrobić na trasie NC500?
spędzić noc w namiocie na plaży
trekking po szkockich góach. Munro Bagging to zdobywanie wszystkich najwyższych szczytów, których jest 282. Ben Nevis jest najwyższym w Szkocji i całej Wielkiej Brytanii.
spróbować lokalnej whisky
Pożegnanie z Bettyhill
Trasa z Bettyhill do Oldshoremore Beach
Rybak, który łowi ryby
Oldshoremore Beach
Kylesku
Kylesku bridge
Dzikie jelenie
Achmelvich beach
Tysiące meduz..
W oddali ruiny Ardvreck Castle
Ardmair Beach
Ullapool
Prom Caledonian MacBrayne
Dzień 9:
Pitlochry - obiad. Postanowiliśmy tutaj wrócić na szybki obiad, bo to przepiękne małe miasteczko obfituje w naprawdę ładne, dobre restauracje.
Edynburg - lotnisko
Droga Ullapool-Pitlochry
Piękne Pitlochry
Jedzenie w Szkocji
Manu restauracyjne w Szkocji jest raczej proste. Zawsze znajdziecie Fish&Chips z frytkami, groszkiem i sosami oraz prawie zawsze Burgery z różnymi dodatkami. Zazwyczaj w restauracji jest też Soup of the Day, czyli jedna zupa dnia, na każdy dzień inna - świetny pomysł, bo zupa jest zawsze dobra, a rozgrzewa idealnie w chłodniejsze dni. Szkockim specjałem natomiast jest Haggis, czyli tradycyjne szkockie danie z baraniny podawane z puree z rzepy i ziemniaków, w różnych sosach i z różnymi dodatkami (często z sosem whisky). Dosyć popularny jest też Balmoral i Highland Chicken (pierś z kurczaka podawana z haggis), ale nie wszędzie go znajdziecie. Prawie zawsze jest też Kids Menu, a w nim nuggetsy, mini burger, pizza, spaghetti.
Śniadania w Szkocji:
- porridge (owsianka) - podawana z miodem lub whisky, czasem z bakaliami lub zupełnie bez niczego,
- scottish breakfast - w różnych wariantach (bekon, kiełbasa, upieczony pomidor, ciepła fasolka, pieczarki, potato scone (bułeczka ziemniaczana), haggis, black pudding (kaszanka), fried egg (jajko sadzone),
- scrambled egg (jajecznica),
- eggs benedict - jajka po benedyktyńsku - jajko w koszulce w bułce z szynką i sosem holenderskim,
- eggs royale - jajko w koszulce w bułce z rybą i sosem holenderskim
Scottish breakfast
Full scottish breakfast
Porridge- owsianka - z miodem i bakaliami
Fish&Chips
Fish&Chips
Cheese&Bacon Burger
Haggis z sosem whisky
Zupa dnia
Zupa dnia
Tosty z serem, wołowiną i dodatkami
Pepperoni
Cajun Chicken Pasta
Tradycyjne piwo owocowe bezalkoholowe
Tradycyjny Highland Lager
Szkockie słodycze - żelki i czekoladki ;)
Noclegi - nasze rekomendacje
Spaliśmy w 8 miejscach, i w sumie każde było w porządku. Niemniej jednak polecamy wam 5 miejsc poniżej:
Lomond Hills Hotel&Health Club we Freuchie - mały hotel w małym miasteczku, cisza, spokój i SPA, czyste pokoje w dobrym standardzie.
Fisher's Hotel w Pitlochry - duży hotel w centrum miasteczka, dobry standard pokoi, przyjemna restauracja w szkockim klimacie.
Moyness House w Inverness - domek prywatny zarządzany przez starszego pana, 10 minut pieszo z centrum Inverness. Czyste ładne pokoje. Rewelacyjne śniadania przyrządzane przez samego właściela z lokalnych produktów jego małej farmy.
Seaview John o' Groats Hotel w Caithness - mały hotel zaraz obok Land's End z bardzo dobrą restauracją po drugiej stronie ulicy.
Bettyhill Hotel w Bettyhill - większy hotel położony na górce, na odludziu. Bardzo dobry standard pokoi. Piękne widoki z okna, owce w pobliżu, i dobra restauracja z billardem.
Restauracje - nasze polecenia
Deacon Brodies Tavern - Edynburg
Whisky Restaurant Bar - Edynburg
Victoria's Restaurant - Pitlochry
Fern Cottage Restaurant - Pitlochry
Fisher's Hotel - restauracja w hotelu w Pitlochry
Seaview John o'Groat's Hotel - restauracja w hotelu w John o'Groat's
Cheese n Toasted
Bettyhill Hotel
Wskazówki - przed wyjazdem
O czym warto pomyśleć przed wyjazdem do Szkocji?
- powerbank
- numer w Orange? Po raz kolejny w Wielkiej Brytanii mam problem z internetem w sieci Play, podczas gdy mój mąż mając telefon w sieci Orange tego kłopotu nie ma. Oznacza to, że widocznie Orange ma mocniejszy sygnał w Wielkiej Brytanii, co przy częstych wyjazdach może być ważne.
- spodnie i buty trekkingowe
- kurtka przeciwdeszczowa i peleryna
- w lecie cieńka czapka i coś pod szyję warto mieć pod ręką
- przed rezerwacją biletów na daną godzinę np. w zamku - warto sprawdzić czy jest jakieś wydarzenie specjalne o określonej porze dnia jak np. wybuch armaty o g. 13 w zamku w Edynburgu czy pokaz sokolnictwa o 11.30 w Zamku Dunrobin.
- warto ściągnąć QR kody do zarezerwowanych wcześniej biletów (na wypadek braku internetu właśnie)
- warto dla dziecka, ale również dla siebie zakupić kombinezon piankowy do wody, by wejść do zimnej wody Morza Północnego czy Oceanu
Ponadto polecam mój artykuł - poradnik podróżnika: Poradnik podróżnika - jak przygotować się do podróży? Znajdziecie tam dużo porad jak zorganizować każdą rodzinną podróż.
Przydatne linki
https://www.smidgeup.com/midge-forecast/
https://www.scotlandinfo.eu/daylight-hours-sunrise-and-sunset-times/
Podsumowanie
Podsumowując - nasza wyprawa okazała się być bardzo udana - było dużo do zwiedzania, ale czas na odpoczynek zawsze się znalazł czy to na plaży, czy w restauracji czy w aucie. A czy zwiedzanie nie może być odpoczynkiem? Myślę, że może :) Co do pogody, z tą było różnie. Najładniejsza była w Edynburgu - słonecznie, choć wietrznie, lekko powyżej 20stopni. Niestety w autobusach piętrowych dosyć gorąco, brak klimatyzacji. To samo w hotelach, wszędzie w nich gorąco, włączone grzejniki w środku lata plus gorąca, gruba kołdra. To takie absurdy, których nie umieliśmy zrozumieć :) Wyjeżdżając z Edynburga, pogoda już się nam stopniowo psuła - gonił nas deszcz, lub wisiało nad nami pochmurne niebo, a my nauczyliśmy się łapać każdy promień słońca :) Na zmienną szkocką pogodę nie ma innego przepisu jak cierpliwość i optymizm. Najbardziej jednak depresyjne uczucie dopadło mnie w Inverness, gdzie było mocno pochmurno. Ja lubię tajemniczą mgłę i ożywczy deszcz, ale taka pogoda, która jest stale smutna, bez nadziei na poprawę może męczyć. Zauważyłam też taką zależność, że pogoda psuła się w drugiej połowie dnia, czasem z lekkim przejaśnieniem pod wieczór.
Podczas tej wyprawy mieliśmy okazję słuchać dużo opowieści - czy to podczas wyprawy z reniferami, czy nad Loch Ness czy w Dunrobin Castle. Jestem absolutnie pod wrażeniem storytellingu w wykonaniu Szkotów. Mogą mówić bez końca, sprawia im to przyjemność i potrafią opowiadać ciekawie.
Natura w Szkocji broni się sama za siebie. Niech mi ktoś powie, że w Szkocji poza zamkami nie ma co robić. Duży błąd. Już sam Edynburg jest jednym z piękniejszych miast i można tu przyjeżdżać i zwiedzać wielokrotnie. Szkockie miasteczka jak Pitlochry czy Falkland mają niesamowity urok, zadbane, kwieciste oferują dużo przy bliższym poznaniu. Krajobraz jezior, wrzosowisk rosnących na majestatycznych szkockich pagórkach, różowych wierzbówek i zielonych o tej porze roku paproci. Zwierzęta - renifery, szkockie krowy, jelenie, sokoły i oczywiście owieczki. Taki prawdziwy kontakt z naturą na dzikich, rozległych terenach to atrakcja, którą oferuje właśnie Szkocja. To tu poczujesz wolność, choć może też czasem samotność, pustkę przemierzając mile pustych terenów na North Coast 500. To na takich pustkowiach jest czas na kontemplację w ciszy i spokoju. W końcu najpiękniejsze piaszczyste plaże - piasek w kolorze złocistym i czysta, niebieska woda.
Podczas naszego wyjazdu było wszystko - hałas dużego miasta Edynburg, cisza małych miasteczek oraz urok miasteczek portowych, jeziora, dużo natury i cudownych krajobrazów, plaże piaszczyste i kamieniste, zwierzęta - w kontakcie bliższym i dalszym. Było słońce, deszcz, mgła i wiatr. Temperatury od 16 do 22 stopni Celsjusza.
Tak więc naszą podróż mogłabym podzielić na dwie części: pierwsza to - od Edynburga do Iverness, gdzie każde z odwiedzonych miejsc tętniło życiem turystycznym i druga część - poza Inverness po trasie NC 500, gdzie zarówno baza noclegowa i restauracyjna była dosyć uboga, ponadto była rozległe puste dzikie tereny, deszczowa pogoda wprowadzały momentami w nastrój nostalgii, zadumania.
Dochodzę ponownie do wniosku, że do szczęścia poza oczywistymi aspektami, jak rodzina, zasoby finansowe czy cel w życiu, potrzebne są: dużo dobrego świeżego powietrza, przestrzeń, cisza, spokój, kontakt z naturą - przyroda i zwierzęta i oczywiście - dobra dieta, woda i dobry sen. Z tym ostatnim to nie takie proste - dla mnie musi być cicho, ciemno i chłodno :)
Kiedy warto udać się w podróż w tę część Szkocji? To zależy, czego oczekujesz. Jeśli ciepła to na pewno czas między czerwcem a wrześniem będzie najlepszy. Jeśli ciszy i spokoju, to np. w Edynburgu ciszy nie znajdziesz w sezonie turystycznym. W dodatku sierpień to czas festiwalowy w tym mieście, więc dużo się tam dzieje. Generalnie sierpień jest istotnym miesiącem pod kątem różnych wydarzeń również w Highlandach, a więc i na trasie NC500. Bowiem rozgrywają się tam przeróżne popularne szkockie highland games. Dla tych, którzy w Szkocji już byli, na pewno ciekawe będzie zobaczenie tego kraju w różnych porach roku, niezależnie od panujących tam warunków pogodowych.
Polecamy wszystkim dzielnym podróżnikom taką szkocką podróż. Co widzieliśmy i przeżyliśmy to nasze i nikt nam tego nie zabierze. Pozostaje nam inspirować innych. Po więcej informacji - proszę o kontakt. Mogę pomóc w zaplanowaniu.
Jeśli artykuł wam się spodobał - proszę o informację! :)
Na blogu znajdziecie również artykuł z pierwszej podróży do Szkocji - od południa, na zachód aż do wyspy Skye. Przeczytajcie: Szkocja - co zobaczyć w 4 dni
Turystyczne foldery - zapraszamy do Szkocji!
Skarby Morza i Oceanu
Plażowe skarby

